Array ( ) Je suis!! - bloog.pl
Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 410 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

tam, gdzie mieszkają dzikie stwory

sobota, 19 grudnia 2009 21:32
 Moja ulubiona czcionka, wielkość i to sysko by opisać mój kolejny spektakularny mózg. Wymieniam je średnio co dwa miesiące bo za szybko przepalają im się złącza. Co do serca, jestem niezmiernie przywiązana.

 Ciekawa rzecz się zdarzyła, związana z psami, z filmem, który wydaje mi się marną popłuczyną, ale ja jak to ja, co płukane to i jeszcze raz można przeprać.
 Wpadłam do domu, zapomniałam rano śniadania, M. nie miał nic przy sobie do żarcia. W pokoju rodzina ogląde Lasssie. O hańbo! SSSSSSSSSSSS. Lasssssie. Wolałam przygody Kajtka. o. Muszę to znaleźć na audiobooku. Ostatnio nie mam czasu na czytanie czynne, szukam pośredników do tego.
 I siadam z obiadem na podłodze przy kolanach mamy, słodkie, nie? Tak siedzę, jem co mam jeść i patrzę. Rodzina siedzi od najmłodszego kuzyna do jego ojca. I nagle mym oczom ukazuje się prawie, że martwa Lasssie.
- Y, co to za dźwięk? - mruczy mój super-słodko-kwaśny kuzyn.
- Nie wiem! - mówi moja mama.
- BUUUUUUUUUUUUUUUUUU! - wycie jak łosia na rykowisku, niczym żubra w puszczy!
- Moje serce!
To babcia, ale to wątek na inną okazję.
- No bo to takie smutne!
a to... no właśnie. już wiesz kto.
ja..
- Maaaaamoooo! Ona nie może umrzeć!
Automatycznie produkcja gili przyspieszyła, wręcz ruszyła na ogromne obroty. Ja niczym tysiąc nieszczęść zapłakana, zasmarkana, obiad zasmarkany, pies też bo się wpieprzył ostatecznie pod nos. A mama mi ręką po oczach przejechała, żeby otrzeć łzy to i makijaż spłynął.
- O ja p... - kuzyn słodko-kwaśny zareagował na mój widok, kiedy wstałam.
A kurczak, kurza blaszka, M. proponuje mi film o gościu, który za bardzo kocha swojego psa. Psychicznie nie dam rady. Popłaczę się na pewno.

 Z filozofi życiowych, nie mam rad żadnych oprócz tego by nie marnować czasu na takie popłuczyny jakie ja wypisuję, szkoda zdrowia, czasu, ludzie, chryzusis! A i tak nie znajdę żadnego komentarza pod tą notką :D
Bo nie wiem co mnie wzięło na pisanie. Może, że pooglądałam film dla dzieci i znowu sentymentalizm mi się włączył. To okropne, tak po prostu ryczeć na widok martwego psa. Lub konającego. Lub cokolwiek konającego. Nawet muchy. Ale i tak oglądałam po prostu WHERE THE WILD THINGS ARE. 
"KOBIETO! nakarm mnie!"

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nasz świat pewnego dnia popełni samobójstwo.

czwartek, 13 sierpnia 2009 13:41
Ten wpis jest okupowany łzami. Prawda, że one nic nie zdziałają. Tylko uspokoją moją duszę, że przecież wszystko będzie dobrze.
Wcale, a wcale nie dążymy do samodestrukcji.

Moja babcia powiedziała mi dzisiaj "więcej za wodę wydaję, niż za ten plastik". Akurat płukałam kubek po śmietanie by wyrzucić do kontenera.

Im mocniej wiatr wieje, tym więcej wywiewa ze świata cuchnące opary i dym. Może też cień, który padł na rasę ludzką. Myślicie, że jesteśmy przeklęci? Bo ja sądzę, że moja teoria się bardzo z tym nie mija. Katolicy wierzą, że Bóg wygnał z Raju Adama i Ewę. Powiedział im, że skończą źle. Może z resztą jest tak samo. Jedni stoją, drudzy wspinają im się na głowy. Często ciągną za sobą zapach krwi i broń.
 
Dokarmiajmy głodujących. Dokarmiajmy zwierzęta. I gdzieś pomiędzy tymi dwoma zdaniami gubi się prawdziwa istota. Większość ludzi uważa, że jeśli damy Afrykaninowi kolbę kukurydzy to się ucieszy. Tak jak w Azji, gdzie żyją także "podludzie" nie mający praw do pracy czy do jedzenia.
 Zajmujemy się swoimi uczuciami, niczym dokładni psychologowie. Ale nie potrafimy wyjść poza swoją małą głowę. Co czuje matka, gdy jej dziecko leży kawałek od niej, a ona nie ma siły  go wziąść na ręce. Oboje od jakiegoś czasu umierają. Co byście czuły, matki, gdyby tak z wami się stało.
 Żyjąc w obozie panuje nad Tobą strach, że jutro padnie od choroby Twój bliski lub Ty sam, nękany gorączką. Co to za strach, którego się nie da opisać. Upychany niczym żołądek, żeby nie czuć głodu. Przechodząc operacje bez znieczelunia.
 Każdy dzień z naszego życia to stracony dzień. Nie walczymy, tylko poddajemy się codzienności.
Nie miejcie nadzieji, że jutro wstanie lepszy dzień. Że miłość wróci z kwiatami i na kolanach. To nie Ty jesteś ważny, a Twoja pomoc, którą możesz zanieść.

Im dłużej wieje wiatr, widać jak upada razem z naszym światem.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Electrical storm

sobota, 08 sierpnia 2009 13:44
 Jak długo, jak długo można mówić?

Że wszyscy jesteśmy równi, że niepotrzebne są spory. Że łatwiej jest być blisko niż uciekać od siebie jak najdalej.
 Nasz świat wiele już wycierpiał, każdy z osobna na tyle bo dojść do wniosku, że warto walczyć. Nawet jeśli dostało się wyszczerbioną broń, trzeba walczyć o lepsze jutro już dzisiaj!
 Czasem przewijają mi się obrazy katastrof, wielkich wybuchów i pamiętam, że wtedy naród zawsze jest zjednoczony. Instynkt podpowiada jak bardzo cierpiący potrzebują pomocy. To piękne zjawisko - każdy ramię w ramię. Jakby tkwiła w tym mistyczna siła przeganiająca nawet miłość.
 Zmęczyłam się zadawaniem sobie pytań jak ma wyglądać moje życie i po co ono istnieje. Zapisałam za to na kartce najważniejsze wartości i tego się trzymam. Bardziej by mnie zabolało, że nie czuję nic w ogóle. W końcu umrę i w ostatniej sekundzie nie chcę odwracać głowy od lustra.
 Moje serce chodzi dobrze jeśli boli.

 A teraz coś z mojego życia towarzyskiego.
Słuchajcie, słuchajcie. Wyglądam jak świerzo wyciągnięty z barszczu! Jak dziś jadłem właśnie tą zupkę to nie miałem pojęcia czy moje włosy są badziej buraczane niż ten barszcz. Może uzyskałam ładniejszy kolor, albo zupa się nie dogotowała.
 Wczoraj siedzimy w samochodzie i idziemy spać. Ja jestem młodym chłopcem, potrzebuję duuuuzio snu i to zaraz po dobranocce. Podobno też mam małego, ale to wcale nieprawda. Jest idealny.
 J. okłada mnie kocem, my V. też i ja tak na nią patrzę nieco zamroczonym wzrokiem i twierdzę.
- Błagam, to jest ciepłe, ale o wiele cieplejsza jest smocza skóra. Nigdy nie spałaś pod smoczą skórą?
Zmierzyłem ich wszystkich w tym samochodzie jakby byli robaczkami małymi, a ja wielki król idę spać, no nie? Przecież oni niczego nie wiedzą!
- Mery... Idź spać.
Sekunda i już mój oddech wpływa na płyciznę.
A dzisiaj w mózgownicy panuje sztorm.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Przejażdżka

środa, 22 lipca 2009 22:48
 JA pierdziu. JA chyba to się muszę powiesić u siebie na klatce schodowej.
Poszedłem na imprezę, wiadomo gej party cudo miodo. Pianka mi się po nóżkach lała, oplotlem się różowym paseczkiem kolezanki i tak tańczę w tej piance. Tu jakiś kolo niższy o głowę mnie bierze na bok, mruga oczętami. W życiu mu nie uwierzę, że mój wiek. On to chyba by mógł do mojej matki startować. ja mówię, ej nie chcę mi się pić! a on nagminnie co chcesz. Ci jego koledzy patrzą na mnie jak hieny na zebrę. myślę. boże, myślę intesywnie chociaż mi ta piana w mózgu skacze. ON CHCE MNIE ZGWAŁCIĆ.
 Impreza, wiadomo, łatwe kąski, panów się zbiera z parkietu. Ja przecież młody. Laski dobrej nie umiem zrobić, niech on mnie nie gwałci!
 Uciekłem!
 Robię to zawsze. Kiedy coś mi się nie podoba. Z samochodu wyskakuję, wylatuję 10 m do przodu, pcham się przez ludzi. JA zrobię wszystko by byś czasem daleko od Ciebie.
 Wpadłem na qmpla, piękny okaz późnego wieczoru. Pijane to nieco, wykorzystałem jak zawsze. JA korzystam z okazji. Sysko co dobre jest free i piajne! A potem tak patrzę. Ten urok jego. Ten blask. On był dla mnie jak diamond. Za drogie żeby to mieć, piękne dla oka. A potem się okazało.
 Wiecie co Wy syscy jesteście tacy sami. Jak trzeba przeprosić to nie wiecie za co. Wy byście tylko macali takich pięknych chłopców jak ja. Samce pierdolone. Tak, Wy samce pierdolone. Dla Was świat uczuć jest nieznany. Kopnąć żabę, czy popatrzeć na pannę. Co to za różnica. Szczerze, czuję się taki zdezorientowany, że nie wiem co ze sobą robić. Sysko jest tak pięknie dopóki nie zaczniesz wymagać. Spojrzenia, dotyku, sesa. Ja się nawet na własnym kuzynie przejechałem. JA się na ojcu swym przejechałem.
 I ja już nie wybieram się na żadną przejażdżkę.
a JA to mi się tak pisze bo shift za wolno ucieka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

historia kilku pedałów. Kostusia, Janusia, Ulubionego, Najulubieńszego i Mariana

wtorek, 30 czerwca 2009 22:59
Dostałem kolejny znak. Małe objawienie od mojego deistycznego Pana i Stwórce, i jeju nadal nic od Pani Płodności. Nic, a nic, a ja czuję.
  No siedziałem z tym dziadem i się kłóciłem. Płakałem, jęczałem, piszaczałam, kopałam i gryzłem. A on powiedział mi
 
Marianku, przykro mi to powiedzieć, ale każdy facet Cię wychuja. Masz to wplecione we włosy. Nawet te w nosie.

Jak się nie rozeźliłem, jak nie obróciłem kota ogonem, ja mu tym kotem nie przywaliłem... Jakub Z. jest moim ulubionym pedałem i on by mnie zrozumiał! Tak by popatrzył pomalowanymi oczętami, zamrugał raz dwa, i powiedział mi słodkie rzeczy. Zastanawiałam się czy on umie klnąć z tak cukierkowym głosem i karmelowym językiem. JAKUB Z. nie cierpi jak się do niego zwraca :Kubusiek:. Za niedługo go poznacie.
 Wybaczony, wypaczone wpadam na bloga by zakwilić, że znowu nie wyszło. Słucham running up that hill i tak sobie myślę. Tak Brianie. Chcę usłyszeć o tym układzie z Bogiem. Bo mi nie wyszło ze swoim zakładem, bo mi się kurwa wcale nie udało. Bo mi się teraźniejszość spierdoliła i się przywiązałem.
 Przywiązałem się łąńcuchem. I znowu pomyślałem. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza. A uporczywe to i leniwe jak muchy na spalonym polu. Bo wy sobie ze mną syscy w kulki lecicie, ja to wiem!
 Katastrofalna sytuacja, kiedy ja się witam z moim ulubionym. A on tak patrzy nieśmiało i stwierdza, że my się razem nie dogadamy. I zostaje. JA IDĘ. no to pa. A potem wstrząs. Kubeł zimnej wody. Ponieważ w ogródku siedzi mój najulubieńszy śmiejąc się wesoło do jakichś dziewcząt, a ja jestem ukosztowany ledwie lakonicznym sesem, jednym na tydzień! Tak mi to sysko wyobracało w żołądku, jak się nie pokłóciłem z tym Deistą na górze! Picie prawie na siebie wylałem tak mi się ręcę trzęsły.
 I postanowiłam usiąść w ogródku. I udawać, że jestem tylko ja i Ola i Lena, że jego tam wcale nie ma. I doszłam do wniosku ŻE JEGO TAK NAPRAWDĘ TAM NIE MA. Siedzi gdzieś na głębi mojego serca i mnie patykiem tka w błonę osierdziową, wsierdziową i wypiersierdziową! Tak nie będzie! W paru słowach chciałem to skończyć, błagałem, żeby nie pisał. Ale napisał. JA mu delikatnie daję do zrozumienia WYPIERDALAJ Z MOJEGO ŻYCIA, ŁÓŻKA, SERCA, TORBY, Z KOLCZYKÓW I CZEKOLADY CO JĄ Z TOBĄ ZJADŁEM. Sory, ale ja jestem Marian. Mnie się w huja nie robi. Mnie się kocha, pożąda, pochłania i błaga o więcej.
 Zaniosłem się z płaczem do pana K. że mi internet do domu nie dopuścił, żeby on coś zrobił. Rozłożyłem się na jego biurku, wkleiłem w tło szklanego stolika i opływowy mu ten stolik zrobiłem jak słoiczek. To od łezek moich. On też pogadał, pocieszył, że to nie tak, że on nie chce. On chce mi go dać, ale ja nie umiem wziąść. To się zebrałem w sobie, bo to oczywiście moja wina jak zwykle, no nie? Sysko moja  wina, biednego małego pedałka... Gejka takiego słodkiego. Różowego. Jak się zabrałem za tego kompa to z nim gadałem prawie pół godziny co ja mam robić.
 - Panie Kostusiu, nie chodzi...
- Marianku, spokojnie.
- Ale panie Kostusiu...
- A jakie masz hasełko i loginek?
- No dobre.
- Marianku, trzeba sprawdzić.
Myślę sobie, Ty mnie za głupiego pedała masz! Ja Ci już nie posłodzę.
- O kurwa.
To żem ja powiedział.
- ... co?
- Loginek był błędny, ale on był błędny od początku! On od początku błądził.
- To popraw.
- O jak ładnie. I necik chodzi.
- To się bardzo cieszę.
I tak ze mną skończył lakonicznie rozmowę, a taki miły był. A syscy mówią, że pan Kostuś to taki hujas. Ja Wam powiem, ze tam jego Janusz to hujas, ja Janusza nie lubię i nie wiem jak oni się tolerują. Chociaż Januszek ładniejszy to ja do Kostusia z necikiem zacieknę znowu. Bo Januszek mi karze komputer przynosić, a Kostuś patrzy tak badawczo... i ZADZWOŃ DO MNIE. WŁĄCZĘ TELEFON. Bo oni jak widzą mój nr, że dzwonię co drugi dzień to faks włączają i on obiera i ja halo a on
PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  7 082  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Ulubione strony

O moim bloogu

bardzo odważnie powiem, że gdyby nie grawitacja doszłabym bardzo daleko.

Statystyki

Odwiedziny: 7082

Lubię to